Kosmetyki na kozetce

Być czy nie być piegusem? AcidBoost Melano i jego moc!

Gabriela Młyńska 21 października 2018
flower
Promienna i nieskazitelna cera, pięknie rozświetlona, bez żadnej plamki to pewnie marzenie wielu z Was. A tymczasem, po wakacyjnych wojażach często pozostają nam pamiątki które niestety widzimy codziennie rano w lustrze – #przebarwienia i #piegi.

Ja mam piegi odkąd pamiętam (i jedno przebarwienie którego nabawiłam się w czasie ciąży). Kiedy byłam dzieckiem i nastolatką – były moim utrapieniem, a nawet powodem do wstydu. Z zazdrością zerkałam na koleżanki, których buzie nie były pokryte brązowymi plamkami… Z czasem polubiłam te moje piegi i nauczyłam się jak o nie dbać.
A od pewnego czasu pomaga mi w tym krem do całorocznej pięlęgnacji #Melano Cream od #AcidBoost, który otrzymałam na łódzkim spotkaniu blogerek (tu możecie sobie poczytać o tym wydarzeniu).
Marka AcidBoost należy do Empire Pharma, która od 2010 roku zajmuje się poprawianiem kondycji naszej skóry i w domu i w salonach kosmetycznych. Spod jej skrzydeł wyszły także Peel Mission, Bloc i MesoBoost. Jest to nasza rodzima firma.
Pewnie część z Was zastanawia się, jak to się dzieje, że na naszej skórze pojawiają się piegi czy przebarwienia. Już wyjaśniam 🙂 Przebarwienia to płaskie zmiany pigmentacyjne, które mogą być różnej wielkości i przybierać przeróżne kształty. Ich kolor także może być zróżnicowany: niektóre z nich mogą być jasnobrązowe, inne – bardzo ciemne. Możemy je odkryć na całym naszym ciele, ale najczęściej widzimy je na twarzy, dekolcie i dłoniach. Proces powstania brunatnych plam jest związany z nadmierną produkcją melaniny (jest to pigment, występujący w skórze i we włosach) podczas ekspozycji na promieniowanie UV. Jest to pewnego rodzaju ochrona przed uszkodzeniem komórek skóry (jąder komórkowych i DNA). Czyli piękna opalenizna to mechanizm ochronny naszej skóry. Z czasem czekoladowy kolor ustępuje pozostawiając (o zgrozo!) nieestetyczne plamy… Najczęstszymi przyczynami ich powstawania są:
  • wspomniane powyżej promieniowanie
  • antykoncepcja hormonalna
  • ciąża
  • zastępcza terapia hormonalna
  • choroby wątroby
  • nadczynność tarczycy
  • niedoczynność nadnerczy
  • zapalenie przydatków
  • leki fotouczulające (cytostatyki, czyli leki stosowane podczas terapii przeciwnowotworowej, moczopędne, przeciwcukrowe, niektóre antybiotyki i leki przeciwbakteryjne)
  • zioła fotouczulające (dziurawiec, bergamotka, czystek, bratek, nagietek, łopian, arcydzięgiel)
  • kosmetyki (te które zawierają retinol, olejek bergamotkowy, lawendowy, sandałowy i waniliowy, piżmo)
Rodzaje przebarwień:
  • piegi (występują licznie na skórze, przybierają formę drobnych i nieregularnych plamek, mają gładką strukturę, powstają pod wpływem słońca)
  • #melasma (czyli ostuda, występuje pod postacią nieregularnych i wyraźnie odgraniczonych od zdrowej skóry plam, wynika z zaburzeń pigmentacji, które są wywołane wahaniami hormonalnymi)
  • plamy #soczewicowate (inaczej zwane starczymi, są owalnymi zmianami bardzo wyraźnie odgraniczonymi od skóry, pojawiają się pod wpływem starzenia się organizmu, ich barwa nie ciemniej pod wpływem UV)
  • przebarwienia pozapalne (występują w miejscach, gdzie był stan zapalny skóry, oparzenia, blizny)
I wtedy wkracza Melano Cream! Zamknięty w białej tubie z miękkiego plastiku. Pojemność 50 ml – dość wydajny. Szata graficzna bardzo ascetyczna, zawiera najważniejsze informacje: to, że preparat jest przeznaczony do pielęgnacji domowej oraz że zawiera filtr.
Sam kosmetyk jest dość rzadki (przy pierwszej próbie wydobycia go z opakowania radzę uważać, bo możemy nabrać go za dużo), ale bardzo miły w dotyku – aksamitny. Wchłania się bardzo szybko pozostawiając skórę gładką i pięknie rozświetloną. Bez problemu nadaje się pod makijaż. Ma miły, słodki, owocowy zapach (najbardziej kojarzy mi się z marakują), który z początku jest dosyć mocny.
W składzie znajdziemy 3 kwasy i 3 oleje:
  • kwas #azelainowy (może być stosowany przez cały rok, nie wykazuje działania fotouczulającego, rozpuszcza warstwę rogową naskórka, hamuje rozwój bakterii tlenowych i beztlenowych, wykazuje działanie przeciwzapalne, hamuje wzrost i nadmierną aktywność melanocytów)
  • kwas #fitowy (zapobiega nadmiernej pigmentacji skóry, działa rozjaśniająco na istniejące już przebarwienia)
  • kwas #migdałowy (wykazuje działanie antybakteryjne, złuszczające i regulujące sebum, prowokuje skórę do odnowy i nawilża ją)
  • olej #jojoba (nawilża i chroni naskórek przed utratą wody – zawiera #skwalen, ujędrnia i uelastycznia, opóźnia efekty starzenia się skóry)
  • olej z #czarnuszki (wykazuje działanie przeciwzapalne, zmiękcza skórę, oczyszcza pory)
  • olej #kokosowy (zawiera kwas laurynowy, który wykazuje działanie przeciwgrzybicze, antybakteryjne, wzmacnia warstwę lipidową naskórka)
I oprócz tego znajdziemy także:
  • olej z nasion #moringi (zawiera witaminy A i E, które są antyoksydantami, wzmacnia barierę ochronną naskórka, podnosi poziom nawilżenia skóry i „uszczelnia ją”)
  • ekstrakt z migdałecznika #arjuna (bogaty w składniki mineralne, koenzym Q10, zawiera kwas galusowy, który doskonale niweluje skutki stresu antyoksydacyjnego)
Melano Cream używałam miesiąc. Już po kilku użyciach zauważyłam bardzo fajne rozświetlenie skóry, które z każdym dniem stawało się co raz bardziej widoczne dla otoczenia (co bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło! Moja twarz bez makijażu wyglądała naprawdę dobrze). Skóra stała się dobrze nawilżona, miękka i jędrna. Moje piegi (które budzą się do życia w letnich miesiącach) są delikatnie rozjaśnione a przebarwienie na policzku (pozostałość po ciąży) także straciło na intensywności. Pożegnałam także szarość i efekt zmęczonej skóry.
W ofercie AcidBoost znajdziecie także maskę Melano, która może być całkiem dobrym dopełnieniem pielęgnacji domowej. A jeśli zmagacie się z innymi problemami (pryszcze, brak jędrności) to zerknijcie o tu a na pewno znajdziecie coś odpowiedniego dla siebie i swojej skóry. I pamiętajcie! Jeśli macie już jakieś wkurzające plamki – warto aby obejrzał je dermatolog. I krem z filtrem UV powinien zostać Waszym towarzyszem o każdej porze roku.
A na koniec mały bonus: ja i moje piegi (ich mega wysyp) w 2010 roku 😉