Kosmetyki na kozetce

Frezyderm Color Velvet – ochrona przed słońcem

Gabriela Młyńska 4 lutego 2021
flower

Czy należy chronić skórę przed promieniami UV zimą? Oczywiście, że tak! I najlepiej jeśli to będzie wysoka ochrona. A taką oferuje Frezyderm.

Pierwsze słyszę…

Ale że o konieczności ochrony przed wpływem promieni słonecznych zimą czy o Frezyderm? 😉 Markę poznałam przez całkowity przypadek na Instagramie, po prostu „wpadliśmy” na siebie. Powstała ona w Grecji w 1986 roku i ciagle się rozwija, doskonali swoje produkty.

Do testów otrzymałam aksamitny krem z filtrem wzbogacony o kolor. Coś jak krem BB.
Od samego początku urzekło mnie opakowanie: plastikowe ale masywne, dobrze leżące w dłoni. Pompka airless (mega plus, bo wiem, że do produktu nie dostają się żadne zanieczyszczenia i nie rozumienie się w nim nieprzyjazna fauna i flora…), dodatkowo zabezpieczona tak, aby w podróży przypadkiem się nic się nie wylało. Szata graficzna? Bardzo ładna i przemyślana. Taka na bogato ale z gustem: biel i złoto, które przynoszą na myśl wakacyjne odprężenie.

A dlaczego warto sięgać po wysoką ochronę UV o każdej porze roku? Po to aby nasza skóra się nie zestarzała przedwcześnie. Abyśmy nie musiały staczać bardzo nierównej walki z przebarwieniami. I żeby nasza skóra była po prostu zdrowa!

Bezpieczne muśnięcie słońcem

Teraz opowiem Wam o samym preparacie. Filtr Frezyderm ma świetną konsystencję. Jest gęsty ale przy rozprowadzaniu przypomina mus. Pokrywa skórę równomiernie. Wykończenie ma satynowe – nasza skóra jest niesamowicie gładka. Zapach? Delikatny, prawie niewyczuwalny. Natomiast kolor… No i tu jest spory minus. Jestem blada. Totalnie. Przysłowiowa „córka młynarza” to ja. Frezyderm Velvet Color jest dla mnie za ciemny. Nawet jeśli się opalę, to niestety kolor będzie nadal zbyt ciemny… (Niby jest to krem przeznaczony do ochrony skóry twarzy, ale myślę, że latem moim nogom może się on bardzo spodobać ;)) Na poniższym zdjęciu połowa mojej twarzy posmarowana jest tym kremem a połowa nie ;P

Ale! Cieszę się, że wraz z kolorowym filtrem otrzymałam pokaźną ilośc próbek jego bezbarwnego odpowiednika. Tu konsystencja i zapach identyczne jak powyżej. Nałożony na skórę – działa trochę jak wygładzający filtr, skóra jest lekko zmatowienia ale i nawilżona, niedoskonałości takie jak rozszerzone pory zdają się nie istnieć lub być prawie niewidoczne. Idealnie nadaje się jako baza pod makijaż – podkład się nie wałkuje i nie ściera. Trochę obawiałam się, że Frezyderm może działać komedogennie. Ale po kilku tygodniach stosowania nic takiego nie zauważyłam.

Filtr testowałam podczas mocnego, zimowego słońca, które może być bardzo zdradzieckie. Wysoka ochrona (50) i po kilku dniach z taką pogodą skóra była w idealnym stanie. Moje piegi nie przybrały na mocy, a przebarwienie, które towarzyszy mi od kilku lat także było dobrze zabezpieczone.

Co jest w środku?

  • Isosodecane (pochodna parafiny, emolient ułatwiający rozprowadzanie kosmetyku, nadaje skórze optycznegobłysku i wygładza ją, jest średnio komedogenny)
  • Dimethicone (działa osłonowo przed czynnikami zewnętrznymi, odpowiedzialny za tworzenie jedwabiste filmu na skórze)
  • dwutlenek tytanu (filtr mineralny)
  • ethylhexyl methoxycinnamate (filtr zabezpieczający skórę przed promieniowaniem UVA i w niskim stopniu UVB)
  • diethylamino hydroxybenzoyl hexyl benzoate (filtr chemiczny zabezpieczający skórę przed promieniowaniem UVA)
  • olej z nasion słonecznika (nawilża, natłuszcza, ma działanie ochronne)
  • ekstrakt z rozmarynu (działa przeciwzapalnie, przeciwgrzybiczo, ujędrnia skórę

Podsumowując: jeśli jesteście posiadaczkami bardzo jasnej skóry – polecam Frezyderm w wersji bezbarwnej. Jeśli macie karnację w średnim, oliwkowym, śniadym odcieniu – bierzcie śmiało wersję kolorową. Filtr sprawuje się ok, trochę szkoda, że nie mogę przetestować go podczas lata ale odłożyłam sobie kilka próbek na ten okres. Oba preparaty możecie zamówić tu.