Kosmetyki na kozetce

Luxury Bronze Kolastyna – czyli jak nadać skórze upragnioną opaleniznę

Gabriela Młyńska 24 sierpnia 2016
flower
Niby mamy lato, ale za oknem powoli panoszy się jesienna aura… Pewnie wiele z Was chciałoby zatrzymać na dłużej słońce na skórze? Jeśli tak, to zapraszam do dalszej lektury, bo na Kozetce rozsiadło się przepięknie pachnące trio #LuxuryBronze #Kolastyna!

Do testowania (i rozpieszczania mojej skóry) otrzymałam 3 produkty: balsam brązujący do ciała do jasnej karnacji, samoopalacz w kremie do twarzy i ciała do jasnej karnacji oraz samoopalacz w sprayu do twarzy i ciała. Wszystkie produkty linii Luxury Bronze mają bardzo podobne opakowania (gdyby nie to, że balsam jest w dużej tubie, łatwo go pomylić z kremem). Są utrzymane w tonacji brązu połyskującego złotem. Szata graficzna jest bardzo czytelna.
#Balsambrazujący do ciała zamknięty jest w dużej plastikowej tubie zamykanej na „klik”. Jest wydajny, do równomiernego pokrycia skóry wystarczy jego niewielka ilość. Ma przyjemną konsystencję, nie jest rzadki, więc nie trzeba się obawiać, że wyciśniemy go więcej niż planowałyśmy, albo że przecieknie nam przez palce. Wchłania się szybko, nie zostawia tłustego filmu. Skóra jest wyraźnie nawilżona, gładka i miękka w dotyku.
#Samoopalacz w kremie do twarzy i ciała posiada identyczną tubę co opisywany powyżej balsam. Tylko sporo mniejszą. Konsystencja bardziej zbita, ale nadal łatwo się go nakłada. Bez problemu się wchłania, nie pozostaje po nim nic oprócz miękkości skóry.
Samoopalacz w sprayu znajduje się w wygodnej, dobrze leżącej w dłoni buteleczce. Zaopatrzona jest ona w korek, który oczywiście szybko mi zginął 😉 Preparat łatwo rozpylić i rozprowadzić na skórze, wchłania się szybko. Skóra pozostaje nawilżona i miękka.
Wszystkie 3 produkty łączy kilka rzeczy. Pierwszą z nich jest przepiękny zapach czekolady. Jestem nim oczarowana! Nie jest natrętny, utrzymuje się długo, ale stopniowo traci na sile. I uwaga! Pomimo, że są to preparaty samoopalające i brązujące, wraz z zanikiem cudownego zapachu na jego miejscu nie pojawia się smrodek typowy dla takich produktów! To spory plus. Drugą wspólną cechą Luxury Bronze jest to, że nie pojawiają się smugi czy zacieki. Podczas pierwszego spotkania z samoopalaczem w sprayu miałam wizje cętkowanych nóg… Niepotrzebnie, bo nic takiego nie miało miejsca! Skóra była równomiernie pokryta piękną, delikatną (tak, pewnie pamiętacie, że jestem typowym bledziochem) i równomierną opalenizną. Trzecia rzecz łącząca to naturalność opalenizny. Czy używałam balsamu brązującego czy samoopalacza w kremie, zawsze mogłam liczyć na ten sam naturalny efekt. Żadna marchewa, tylko skóra muśnięta słońcem. Opalenizna pojawia się już kilka godzin po aplikacji. I czwarta rzecz: nawilżenie. Myślałam, że będzie chwilowe i zniknie za kilka chwil. Nic bardziej mylnego. Skóra na długi czas pozostawała miękka, przyjemna w dotyku i wyraźnie nawilżona.
Jestem pozytywnie zaskoczona Luxury Bronze, wiem, że balsam brązujący zagości u mnie na dłużej. Polubiłam się z nim 🙂
A gdy za oknem ponuro, humor poprawiam sobie aplikując czekoladę na zewnątrz i do wewnątrz: