Kosmetyki na kozetce

Naturalnie, że Clochee!

Gabriela Młyńska 9 maja 2019
flower

Czy „powrót do natury” to tylko pusty slogan? Czy da się stworzyć kosmetyk po pierwsze naturalny, po drugie dobrze spełniający swe zadanie, po trzecie nie zawierający substancji szkodliwych i alergizujących, po czwarte pięknie pachnący, po piąte – cieszący oko i duszę? Naturalnie, że tak! Dziś przed Wami, na Kozetce otwiera się maska i peeling Clochee!

clochee

Dlaczego wracamy na (kosmetyczne) łono natury?

Clochee nie była mi dotąd znana. Ot, widziałam ją gdzieś tam w sieci, czytałam Wasze recenzje, ale nie miałam sposobności by ją wypróbować na własnej skórze.

Żyjemy szybko, jemy szybko. Szybko używamy pierwszych lepszych kosmetyków, szybko wypijamy napój w plastikowym kubku ze słomką… Szybko, czyli byle jak, byle do przodu, byle zamknąć miesiąc w pracy, zrobić obiad z torebki. Stop! A gdzie czas dla nas samych? Czas na uzmysłowienie sobie tu i teraz? Dostrzeżenie, tego co nas otacza i uświadomienie sobie, że musimy zwolnić i pilniej przyglądać się temu, co nakładamy zarówno na talerz, jak i na swoją skórę. Clochee nam w tym pomoże. Podoba mi się filozofia marki: czerpanie tego, co najlepsze z roślin, dbanie o środowisko (opakowania nadają się do recyklingu) oraz dbanie o zdrową skórę i uśmiech klientów.

Złuszczamy się!

Delikatny peeling enzymatyczny to kosmetyk, jakiego długo szukałam. Chciałam aby dobrze złuszczał martwy naskórek ale nie podrażniał. Do tego preparatu podchodziłam trochę z rezerwą. Bo co będzie, jeśli znów moja skóra źle zareaguje? Plastikowa tuba z zamknięciem na „klik” skrywa w sobie kremowy, biały kosmetyk. Konsystencja bardzo przyjemna: nie jest zbyt zbita, łatwo rozprowadza się na skórze. Zapach to kolejny plus. Ile razy nastawiłyście się na kosmetyk naturalny, który po otwarciu owszem – miał zapach. Naturalny. Zbyt naturalny. Nie taki, na jaki liczyłyście? Peeling pachnie delikatnie. Słodkawo ale świeżo jednocześnie. A teraz najważniejsze: działanie! Po pierwszym użyciu moja skóra nie była podrażniona. Po każdym następnym także nie, więc sukces! A jaka była? Gładka! Promienna i świeża. Preparat stosowałam dwa razy w tygodniu, nakładałam go na skórę na 15 minut. Pewnie zapytacie co „zjada” zrogowaciały naskórek? W składzie peelingu znajdziemy:

  • ekstrakt z jabłka: który ma silne działanie antyoksydacyjne (witamina A i C zadbają o to!)
  • kwasy AHA: które delikatnie acz skutecznie złuszczają
  • flawonoidy: ich zadaniem jest uszczelnianie ścian naczyń krwionośnych, zapobiegają ich pękaniu
  • ekstrakt z żurawiny: nawilża i ma działanie liftingujące
clochee

Glinkowe przygody

Nawilżająca maska z glinką czerwoną zamknięta jest w identycznej tubie. Maska i peeling różnią się kolorystyką, ale tylko dla tego, że są z dwóch różnych linii – maska przynależy do Moisturizing Line a peeling – Sensitive Line.

Zapach preparatu jest już wyraźniejszy ale nie denerwujący. A konsystencja? No właśnie, ha! Nie jest to taka zwykła glinka, która zasycha na twarzy a jej zmycie graniczy z cudem. Jest lekko żelowa. Nakłada się bez problemów i tak też się zmywa. Stosowana regularnie (2 razy w tygodniu na 15 minut) wyraźnie poprawia koloryt skóry. W składzie znajdziemy:

  • ekstrakt z lnu: zapobiega wysuszeniu skóry, chroni ją przed szkodliwymi czynnikami, wykazuje działanie nawilżające, uelastyczniające i rozświetlające
  • czerwona glinka: jest bardzo bogata przede wszystkim w żelazo ale także w mikro i makroelementy. Oczyszcza skórę, ochrania naczynka krwionośne
  • ekstrakt z jabłka: już go znacie 🙂

Po zastosowaniu maski skóra nie jest napięta, nie swędzi ani nie jest w żaden sposób podrażniona – jeśli jesteś wrażliwcem, ten kosmetyk jest dla Ciebie! Wyraźnie poprawił się jej poziom nawilżenia.

clochee

Z naturą na „Ty”!

Kosmetyki na pewno zaskoczyły mnie bardzo pozytywnie. Clochee udowadnia, że potrafi zrobić kosmetyk – nie bójmy się tego słowa – idealny! Odpowiednio przebadany (na grupie ochotników pod czujnym okiem dermatologów i alergologów), działający (efekty widać gołym okiem) oraz urzekający zapachem , cieszący oko (opakowania utrzymane są w duchu minimalizmu z nutką romantyzmu a do tego można je poddać recyklingowi) i cieszący duszę. Bo co jest przyjemniejszego od SPA w domowym zaciszu z zaufanymi kosmetykami?

Bardzo mi przykro, że moje kosmetyki już wykończyłam, ale chciałam przygotować dla Was dokładną recenzję po ponad miesięcznym stosowaniu. Clochee zostaje ze mną. I następny w kolejce do testów ustawia się krem odmładzająco-regenerujący na noc: zerknijcie tutaj.

Ah, jeszcze jedno: w składach nie znajdziecie parabenów, PEG, SLES, synestetycznych barwników i zapachów, oleju mineralnego, pochodnych ropy naftowej i tym podobnym).

Produkty są przyjazne dla wegan i wegetarian!

clochee

W Warszawie znajdziecie także SPA, przy następnej wizycie w stolicy postaram się tam wpaść!

Wracacie do natury?