Kosmetyki na kozetce

Peel Mission Architekt Peel czyli profesjonalna pielęgnacja w domowym zaciszu

Gabriela Młyńska 29 listopada 2018
flower
Odkąd zaczęłam serię zabiegów #Archtect #Peel od #Peel #Mission, do mojego programu codziennej pielęgnacji dodałam duet złożony z toniku i kremu. Może to niewiele. A może to wszystko zmienia, bo to preparaty podtrzymujące efekt zabiegu (dla tych co przegapili: klik).

Szata graficzna kosmetyków jest bardzo prosta i skromna: białe opakowania z charakterystycznym logo firmy oraz podstawowe informacje.
#Tonik zamknięty jest w butelce 200 ml zamykanej na „klik”. Pachnie bardzo przyjemnie! Kwiatowo, słodko i przyjemnie! Płyn ma lekko brunatną barwę i przed wylaniem go na wacik warto wstrząsnąć butelką, bo może zawierać zawiesinę. Toniku używałam zgodnie z zaleceniem producenta – raz dziennie wieczorem. Przez kilka pierwszych dni odczuwałam lekkie szczypanie po aplikacji preparatu. Z każdym dniem się zmniejszało (skóra chyba musiała do niego przywyknąć). W składzie znajdziemy:
  • kwasy huminowe*
  • ekstrakt z albicji jedwabistej*
  • ekstrakt z krwawnika pospolitego*
  • panthenol (czyli prowitamina B5, utrzymuje poziom nawilżenia skóry na odpowiednim poziomie)
#Krem jest w bardzo poręcznej tubce, wykonanej z miękkiego plastiku. Tu także mamy zamknięcie na „klik” – bardzo lubię i chwalę tą formę opakowania. Bo bezpieczniej, bo nie pakujemy do kosmetyku paluchów 😉 Konsystencja mnie zaskoczyła. Jest dość ciężka i spodziewałam się, że miną wieki zanim się to wchłonie w moją skórę. A tu niespodzianka! Krem wchłania się bardzo szybko i bardzo dobrze, pozostawiając skórę doskonale nawilżoną i matową. Zero lepkiego filmu, zero świecenia – sto procent nawilżenia! Bez problemu nadaje się pod makijaż. A zapach mamy taki sam jak toniku, tylko pozostaje na skórze dłużej. Producent zaleca aby używać kremu dwa razy dziennie. Przeglądając skład znajdziemy tu także:
  • kwasy huminowe*
  • ekstrakt z kory afrykańskiego drzewa mahoniowego*
  • olej z pestek malin*
  • olej z wiesiołka*
  • olej z czarnuszki*
Domowa profesjonalna #pielęgnacja to, według mnie, genialny wynalazek! Zabieg Architect Peel i jego efekty były niesamowite. I chciałoby się je zatrzymać jak najdłużej. I dzięki temu duetowi to możliwe! Tonik detoksykuje skórę i dotlenia ją. Świetnie łagodzi podrażnienia i odświeża. Przywraca skórze odpowiedni poziom pH. I proszę mi się tu grzecznie przyznać, która z Was omija tonik w swojej rutynie pielęgnacyjnej?
Krem także spisał się na medal. Nie zapchał mnie ani żadni nieproszeni goście nie wysypali się na mojej skórze. Nie wystąpiły żadne podrażnienia. Skóra jest wyraźnie jędrniejsza, drobne zmarszczki są zniwelowane, pory są zmniejszone. Dodatkowo wyrównał się jej koloryt, a i poziom nawilżenia jest zadowalający. Czego chcieć więcej gdy nie możemy zatrzymać czasu? Dobrego architekta dla naszej skóry!
Jeśli chciałybyście zaopatrzyć się w taki duet, to zapytajcie swojej kosmetyczki o Peel Mission. I jeśli macie możliwość położyć się, zrelaksować i poddać zabiegowi Architect Peel – to polecam Wam serdecznie! Wasza skóra się Wam odwdzięczy!
*- wszystkie aktywne składniki zostały dokładnie opisane w poprzednim wpisie o zabiegu: klik