Kosmetyki na kozetce

Peelingujący zastrzyk energii Skin.Team!

Gabriela Młyńska 14 stycznia 2019
flower
Jak zazwyczaj zaczynacie swój dzień? Od ćwiczeń, kubka ulubionej herbaty, szybkiej lektury internetowych wiadomości a może od filiżanki aromatycznej kawy? Ja za tym ostatnim nie przepadam. Kawy nie piję, bo po prostu nie działa na mnie dobrze. A gdyby tak walnąć sobie dawkę energii kawowej pod prysznicem? #SkinTeam Wam w tym pomoże!

#Peeling #kawowy zamknięty w dobrej jakości czarnym woreczku strunowym – prostota i geniusz zarazem! Opakowanie zabiera mało miejsca, można je zabrać w podróż albo upchać w najciaśniejszej łazience. I nie ma problemów z otwieraniem go (nawet mokrymi dłońmi!).
Do testów wybrałam Pomarańczowe #Latte. Peeling zaskoczył mnie swoją konsystencją: jest w miarę sypka ale i tłustawa. Spodziewałam się bardziej zbitej konsystencji. Zapach? Czuć kawę, duuużo kawy i gdzieś tam w oddali delikatną nutę cytrusową. Zapach pozostaje na skórze dość długo, co niekoniecznie dla wszystkich jest plusem.
Wiecie, że uwielbiam peelingi. Im bardziej wymyślne, inne tym lepiej!
Na opakowaniu nie znajdziecie instrukcji użytkowania preparatu. Ale znajdziecie dopisek, że peelingu nie wolno jeść 🙂 Postanowiłam działać więc intuicyjnie – wzięłam prysznic, umyłam ciało żelem i zastanawiałam się ile peelingu powinnam zużyć na jedną aplikację? Do opakowania dołączona była drewniana łyżka, która posłużyła mi za miarkę. Jedna? Dwie? Trzy? Zaczęłam od trzech i to było ciut za dużo. Spokojnie na moje 152 cm wystarcza półtorej łyżki. Peeling na mokrym ciele rozprowadza się bez problemów. Przyjemnie masuje i ściera martwy naskórek. Na stronie internetowej producenta doczytałam, że należy go pozostawić na skórze kilka minut aby składniki aktywne mogły zacząć działać, a następnie dokładnie spłukać. Intuicja mnie nie zawiodła!
SkinTeam zachwala, że używając Pomarańczowego Latte pozbędziemy się martwego naskórka, ujędrnimy i wygładzimy skórę, zredukujemy uporczywy #cellulit i rozstępy, poprawimy krążenie i dotlenienie komórek skóry, zrelaksujemy się. I rzeczywiście tak się dzieje. Po pierwszym zabiegu zauważyłam, że po wyjściu spod prysznica nie potrzebuję balsamu. Skóra była świetnie natłuszczona i nawilżona a w dotyku jedwabiście miękka. Z aplikacji na aplikację skóra zyskiwała na jędrności.
W składzie znajdziemy:
  • kawę Robusta (zawiera kofeinę, która ma działanie antycellulitowe, ujędrniające i przyspieszające spalanie tkanki tłuszczowej)
  • olej z orzechów makadamii (wykazuje działanie uelastyczniające, zapobiega powstawaniu rozstępów, ma działanie natłuszczające ale i silnie nawilżające)
  • witaminę E (a dokładnie octan tokoferylu, jest mniej tłusty i trwalszy od standardowej witaminy, jest także bardzo silnym antyoksydantem, wykazuje działanie ochronne skóry)
  • masło shea (natłuszcza i regeneruje skórę)
  • olej arganowy (natłuszcza skórę i wytwarza na jej powierzchni warstwę zapobiegającą odparowaniu wody, uelastycznia, niweluje rozstępy)
  • olej ze słodkich migdałów (bardzo łagodny i zalecany dla każdego rodzaju skóry, wzmacnia naturalny płaszcz lipidowy)
  • olej z pestek winogron (jest silnym antyoksydantem, koi i łagodzi podrażnienia, natłuszcza)
  • olej rycynowy (działa przeciwzapalnie, wykazuje działanie bakterio i grzybobójcze, zmiękcza skórę, reguluje wydzielanie sebum)
  • cukier trzcinowy
  • sól himalajską
Skład jest bardzo fajny, prawda? A jak z wydajnością? Na stronie SkinTeam znalazłam adnotację, że opakowanie powinno wystarczyć na około miesiąc regularnego stosowania (dwa – trzy razy w tygodniu). Moje 100 gramowe opakowanie nie wystarczyło na tyle. Może to większe, 220 gramowe daje radę? Peeling w różnych wariantach zapachowych znajdziecie tu: klik, w cenie 34,90 PLN małe opakowanie, 59,90 PLN duże opakowanie. Cena wydaje mi się dość spora jak za 100 gram. Ale z drugiej strony dostajemy kosmetyk naturalny i fajnie działający.
Lubicie peelingi kawowe? Stawiają Was na nogi po ciężkim dniu albo rozbudzają rano do działania?