Kosmetyki na kozetce

Yasumi me Rose – różane szaleństwo pielęgnacyjne

Gabriela Młyńska 17 lutego 2020
flower

Yasumi to nie tylko wyjątkowe miejsca na kosmetycznej mapie Polski dla rozpieszczania ciała i zmysłów. To także kompleksowa pielęgnacja w domowym zaciszu. Bo nie zapominajmy – „yasumi” znaczy relaks i takie właśnie powinny być nasze wieczory: relaksujące 🙂

yasumi me rose

Różany zawrót głowy!

Bardzo lubię róże. Bo są piękne, niepowtarzalne. Kojarzą się z miłością, romantyzmem i czułością. A gdyby właśnie tak traktować swoją skórę? Z jeszcze większą miłością i czułością? I zamiast bukietu róż podarować jej słoiczek wypełniony po brzegi esencją z nich?

Dla Yasumi nie ma rzeczy niemożliwych! Właśnie tak powstał krem, który podbił moje serce! Me Rose mieści się w szklanym, zakręcanym słoiczku. Szata graficzna jest minimalistyczna. Ale to dobrze, bo wszystko co najważniejsze i to, co powinno przykuwać naszą uwagę, znajduje się pod zakrętką.

Pachnie, no co za niespodzianka, różą! Ale nie jest to zapach mdły. Gdy trzymałam opakowanie po raz pierwszy w dłoni, obawiałam się, że wrócą śmierdziuszkowe wspomnienia z dzieciństwa. Pewnie sporo z Was kojarzy bułgarskie wody toaletowe z lat 80-90tych o zapachu róży? Tak, właśnie tego zapachu się obawiałam. Nic z tego! Kosmetyk pachnie subtelnie. Zapach nie utrzymuje się długo, zatem wrażliwe nosy mogą odetchnąć z ulgą. Krem uwodzi konsystencją. Jest lekka (zadziwiająco wręcz, zważywszy na skład!) i wchłania się szybko. Skóra pozostaje gładka. Po wchłonięciu, bez problemu można zmalować swój ulubiony makijaż.

Składowe dobrodziejstwo od Yasumi.

Szczerze – skład bardzo mnie zaskoczył. Jest to mój pierwszy kosmetyk od Yasumi. I na początku pielęgnacyjnego testu sama nie wiedziałam, czego mogę się spodziewać.

Preparat nakładałam dwa razy dziennie. Rano idealnie sprawdzał się do rozbudzenia skóry. Dawał zastrzyk energii i lekkie satynowe wykończenie, przez co idealnie sprawdził się pod podkład.
Wieczorem – koił zmęczoną skórę. Po długotrwałym stosowaniu zauważyłam, że cera jest pełna blasku, koloryt wyrównał się. Drobne naczynka nie ulegały rozszerzeniom. Skóra była bardzo dobrze nawilżona.


Pewnie ciekawi Was, jakie składniki za tym stoją?

  • woda z róży damasceńskiej (wiąże wodę w naskórku, wykazuje działanie przeciwzapalne, antybakteryjne, łagodzące, pozytywnie wpływa na uszczelnianie naczyń krwionośnych)
  • olej babassu (nie pozostawia tłustego filmu, łatwo się wchłania, zmiękcza skórę i chroni ją przed działaniem negatywnych czynników zewnętrznych)
  • olej abisyński (doskonale nawilża, delikatnie natłuszcza, uelastycznia skórę, wspomaga walkę z pierwszymi zmarszczkami)
  • ekstrakt z rozmarynu (wykazuje działanie przeciwgrzybiczne, antybakteryjne i przeciwzapalne, przyspiesza procesy gojenia się skóry, wskazany przy łojotoku)
  • ascorbyl tetraisopalmitate i ascorbyl palmitate (pochodne witaminy C, mają działanie przeciwstarzeniowe, wzmacniają naczynia krwionośne, bez ich obecności nie ma syntezy kolagenu, witaminie C należy się osobny wpis:))
  • olej różany (posiada właściwości antyoksydacyjne, hamuje proces starzenia się skóry, regeneruje i ujędrnia)
  • olej z nasion róży rdzawej (wykazuje silne działanie przeciwzmarszczkowe i regenerujące, niweluje blizny)
  • tokoferol (witamina E, jeden z najlepszych antyoksydantów, witamina młodości, silnie nawilża, odżywia skórę)
  • tripelargonin (emolient uzyskiwany z nasion ostropestu, chroni przed utratą wilgoci, zmiękcza skórę i wygładza ją)
    W składzie nie znajdziecie parafiny – duży plus! Jestem zadowolona i ze składu i z działania!
yasumi me rose

Na moim kozetkowym Instagramie (jeśli jeszcze Cię tam nie było – zapraszam!) pojawił się kiedyś olejek do demakijażu. I posypało się trochę pytań o niego. I oto on – ryżowy olejek, pogromca makijażu i innych zabrudzeń. Bezzapachowy, delikatny i bardzo wydajny. Buteleczka 100 ml wydaje się nie mieć dna 😉 Nawet najbardzej uparta maskara znika pod palcami. Geniusz w swojej prostocie!

yasumi

Krem, jak i wspomniany wyżej olejek zostają ze mną na dłużej. Dawno moja skóra nie była taka spokojna, ukojona i zrelaksowana. A Wasza?

A o chwilach relaksu w Yasumi możecie przeczytać tutu 😉